Nocna jazda nie należała do przyjemności, Michalina odetchnęła z ulgą gdy dojechała na miejsce. Jędrek czekał na nich. Położyli dzieci do łóżek, a Miśka w czasie postojów wypiła tyle kawy, że nie miała ochoty na sen. Jednak położyli się spać bo czekało ich mnóstwo pracy.
Kolejne dni upływały na rozpakowaniu bagaży, kartonów z rzeczami. Dom praktycznie był ukończony. Meble ustawione na swoich nowych miejscach zapełniały się ponownie. Bliźnięta ganiały po podwórku w towarzystwie nowych kolegów. Michalina sama nie wiedziała kiedy minęły pierwsze dwa tygodnie pobytu na nowym miejscu. Nie czuła się już tu obco. Szybko zadomowiła się, a z ciotką nawiązała nić porozumienia. Nie przeszkadzały sobie, nawet Michalina czasami łapała się na tym, że więcej ze sobą rozmawiają i spędzają coraz więcej czasu razem.
Właśnie wróciła z zakupów gdy ciotka oznajmiła:
-Dzwoniła Iwona, kazała przekazać, że przyjedzie w sobotę. Była zdziwiona, że nie zabrałaś telefonu ze sobą, ale wyjaśniłam jej ze tu żyje się innym rytmem niż w mieście.
-Masz rację ciociu, tu żyje się spokojniej. Tego spokoju mi brakowało.
-A właściwie co ona od ciebie chce?
-Wyjaśnić parę spraw.
-Właściwie to ja powinnam ci też co nie co wyjaśnić zanim ona przyjedzie. Pamiętasz jak kiedyś przyjechałaś z nią na kilka dni po sesji. Pokazałaś jej wtedy obrazy mamy. Chodź pokażę ci, o który obraz mi chodzi, zanim dalej będę wyjaśniać.
W tak zwanej służbówce koło kuchni wisiały obrazy jej matki. Ciocia stanęła przed jedynym portretem jaki był pośród nich.
-Pamiętasz jak mając 17 lat powiedziałaś mi, że jesteś pewna to twój ojciec i że on tu był jak byłaś malutka, że go pamiętasz, ja wtedy zaprzeczyłam i skończyła się nasza rozmowa na ten temat. Potem zaczęłyśmy tracić kontakt ze sobą, przestało nam się układać. Misiu przepraszam cię, bałam się, że nas opuścisz by go szukać. Twoja intuicja nie zawiodła cię to twój ojciec. Był tu, szukał twojej mamy. Tylko, że ona już nie żyła, a ty do mnie mówiłaś mamo bo byłaś za mała by cokolwiek rozumieć. On się nie domyślił. A ty nam zostałaś, a bardzo bałam się, że nam cię odbierze.
Resztę wyjaśnień pozostawiam Iwonie, bo to ona zobaczywszy ten portret poskładała resztę układanki.
-Jej ojciec, to mój ojciec, ona po tej wizycie zrobiła się wtedy taka inna. I to tłumaczy nasze podobieństwo.
-Tak Misiu, ale poczekaj co ma ona ci do powiedzenia. Widocznie tak ma być, byście znowu żyły w zgodzie. Jędrkowi już dawno wszystko opowiedziałam, tak na wszelki wypadek, gdybym nie zdążyła z wyjaśnieniami. Nie gniewaj się na mnie.
-Kochana, jak tu gniewać się na ciebie, przecież rozumiem cię, co czułaś, byłaś dla mnie jak matka, tylko ja tego nie umiała wtedy docenić.
Mój Boże, mam siostrę.
Miśka urządziła dom według swojego pomysłu. Gotowaniem dla całej rodziny zajmowała się ciocia Matylda. Ona robiła tylko zakupy i resztę wolnego czasu poświęcała na przypomnienie sobie wszystkiego o ceramice. Spod jej rąk z gliny powstawały dzbanuszki, miseczki, garnuszki i inne cuda. Schły teraz czekając na wypalenie. Marzenka często zaglądała do mamy. Sama próbowała lepić z gliny i tak razem ulepiły aniołki, każdy w innej pozycji. Postanowiły, że jak będą gotowe to staną na honorowym miejscu w salonie, aby każdy mógł podziwiać ich wspólne dzieło.
W poniedziałkowy wieczór Michalina odebrała telefon od Iwony
-Oczekuj nas w sobotę wieczorem, przyjadę razem z ojcem.
-Iwona, ja wiem już wszystko, ciotka mnie uświadomiła.
-To wiesz, że jesteśmy siostrami, ale nie wiesz dlaczego byłam wredna.
-Było minęło, grunt, że teraz możemy żyć jak powinnyśmy od dawna w zgodzie.
-To do soboty. Pa.
-Pa.
Zastanawiała się jaki jest ojciec i jak znajdą wspólny język. Myślała jak to się stało, że matka związała się z nim, a on grał na dwa fronty. Przecież między nią a Iwoną był tylko miesiąc różnicy w dacie urodzenia. Wiele czekało na wyjaśnienia.
Jeszcze większą niespodziankę zrobił jej Jędrzej, zaprosił na parapetówkę znajomych z pracy. Wszystko to czekało ją w sobotę. Nic innego nie pozostało jak zakasać rękawy i zabrać się do przygotowań. Będzie impreza i spotkanie rodzinne. Dwa w jednym.
Sobota zbliżała się wielkimi krokami.
W sobotni ranek Michalina była gotowa na spotkanie z rodziną i znajomymi Jędrka.
Zaplanowano grilla, miała masę różności przygotowanych do pieczenia na ruszcie. Od kiełbasek, szaszłyków, karkówek, po kaszankę. Przygotowała razem z ciocią kilka sałatek jako dodatek do mięsa, a na deser upiekły drożdżowe ciasto z jagodami. Wiadomo, że jak parapetówka to i alkohol będzie, więc przygotowano miejsca noclegowe dla tych, którzy nie będą mieli jak wrócić do siebie.
Koło piątej Marzenka z Piotrusiem stojąc na czatach w oknie oznajmili, że jedzie samochód i skręcił w ich uliczkę. Mieszkali na uboczu i na tej uliczce stały raptem dwa domy, więc pewniakiem było, że to do nich.
Miśka wyszła przed dom. Samochód, który podjechał pod dom prowadziła Iwona.
Nadszedł czas wyjaśnień.
Michalina czekała na podjeździe aż goście wysiądą z samochodu. Gdzieś w środku bała się tego spotkania. Nie miała pomysłu jak mówić do ojca, bo choć był jej ojcem, nie wychowywał jej i nie mieli nigdy ze sobą kontaktu, per pan również nie wchodziło w rachubę.
-Jestem Michał Lewański i chyba najwygodniej będzie jak będziesz mi mówiła po imieniu-problem z tytułowaniem został rozwiązany
-Witajcie. Mam nadzieję, że nie przestraszycie się i nie uciekniecie, bo mąż zaprosił kilku znajomych z pracy na parapetówkę.
-Nie uciekniemy, ale chyba znajdziesz trochę czasu by z nami porozmawiać. Musimy wyjaśnić wszystko do końca.- Powiedziała Iwona
-Mamy jakąś godzinkę, a jak nam braknie czasu to skończymy jutro-roześmiała się Michalina
Przeszli do ogrodu i usiedli na tarasie. Jędrek zajął się grillem, bliźniaki miały przykazane aby chwilowo siedzieli u siebie.
-Jak się zorientowałem-zaczął ojciec- to jesteś moją imienniczką, bo innego wytłumaczenia na twoje imię nie ma.
-Mama uparła się na to imię, po porodzie nigdy nie doszła do siebie, ponoć miała depresję, a gdy miałam dwa latka zachorowała na raka i nie chciała walczyć z chorobą poddała się. Zajęli się mną dziadek i ciotka Matylda.
-Teraz ja powiem jak to było ze mną i twoją mamą. Byłem już żonaty, ale moje zycie z matką Iwony nie układało się nam, ona była aktorką w teatrze, nie chciała mieć dzieci, a ja ich bardzo pragnąłem, kiedy poprosiłem o rozwód ona poprosiła o ostatnią szansę, że urodzi mi dziecko, ja byłem już wtedy związany z twoją matką, ale nie wiedziałem, że twoja mama nosi cię już pod sercem, wróciłem do żony , gdy spotkałem się z twoją mamą i jej oznajmiłem, że żona postanowiła urodzić mi dziecko, nie poinformowała mnie, że jest w ciąży, tylko życzyła mi szczęścia i zniknęła z mego życia. Potem urodziła się Iwona, była wcześniakiem, nie wiem, czy moja była żona nie sprowokowała wcześniejszego porodu, była nieszczęśliwa w czasie ciąży, a potem nie interesowała się dzieckiem. Iwonką zajmowałem się ja i niania. Jej matka zostawiła nas gdy miała dwa lata. Postanowiłem odnaleźć twoją mamę i błagać ją o przebaczenie, niestety pojawiłem się za późno. To chyba tyle.
-No to teraz kolej na mnie- dlaczego cię znienawidziłam- bo znalazłam zdjęcie twojej matki u ojca i powiedział mi, że to była jego największa miłość, że popełnił błąd że ją zostawił, że nie powinien wierzyć mojej mamie. Poczułam się niechciana, gdy u ciebie zobaczyłam portret ojca, skojarzyłam fakty i szlag mnie trafił, bo ty byłaś owocem miłości a ja tylko obowiązku. Oślepiła mnie zazdrość i wściekłość. Teraz wiem, że twoje życie również nie było różowe w dzieciństwie, bo nie miałaś obojga rodziców, ja miałam przynajmniej ojca. Proszę wybacz mi.
-Wybaczam wam obojgu, teraz chcę cieszyć się odzyskaną rodziną. Poczekajcie chwileczkę zawołam dzieci aby i im przekazać dobrą nowinę.
piątek, 3 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
-
Dawno mnie tu nie było. Tyle zmian w moim życiu nastąpiło. Syn dorósł, wydoroślał i zaczyna od października życie studenckie. Ciężko przyzwy...
-
Impreza udała się. Dzieci dziwnie spokojnie zaakceptowały nowego dziadka. Iwonka na imprezie została osaczona przez kawalerów z pracy Jędrka...