środa, 12 lutego 2025

czwartek, 14 września 2017

Dawno mnie tu nie było. Tyle zmian w moim życiu nastąpiło. Syn dorósł, wydoroślał i zaczyna od października życie studenckie. Ciężko przyzwyczaić się do pustki w domu.

środa, 18 stycznia 2012

Michalina podjeżdżając pod dom Lidki zdążyła co nieco ochłonąć. Dlaczego biją dzieci? Właściwie kto bije, Marek czy Lidka? Miśka zastanawiała się, bo nie wiedziała komu wygarnąć. Wjeżdżajac na podwórze zobaczyła ich oboje, stali i się awanturowali. Miska wyskoczyła z samochodu z krzykiem
-Dosyć!! Czy nie możecie porozmawiać jak ludzie, czy na oczach całej wsi musicie sie kłócić. Do domu włazić! Już, muszę z wami porozmawiać.
Marek stanął z rozdziawiona gębą. Tyrada Michaliny totalnie go zatkała. Lidka zaczęła się śmiać. Miśka nie wytrzymała i warknęła
- A ty z czego się śmiejesz nie ma tu nic smiesznego, macie problem i zamierzam go tu rozwiązać, bo nie pozwolę byscie dzieci bili.
Na to stwierdzenie Lidka ucichła, Marek zaczerwienił się i ręką wskazując na drzwi rzekł
-Panie przodem.

Siedząc przy stole jedno spogladało na drugie. Michalina czekała cierpliwie.
-Bo ona mnie zdradziła i chyba znów zdradza-zaczął Marek
-Jak to zdradziła? Z kim i kiedy?- Wtrąciła Kołecka
-Po raz pierwszy przed ślubem, Magda nie jest moja.-powiedział Marek
-Ja cię nie zdradziłam Magda jest twoja!-krzyknęła Lidka
-Jak to moja, reszta dzieciaków czarna tylko ona blondynka
-Twoja, twoja a tyś się uparł z ta zdradą, wcale cię nie zdradzam
-Jak to nie, to po co te pazury masz zrobione, całe zycie nie umalowana a tu od tygodnia to pazury to makijaz, dla kogo, bo przecież nie dla mnie. Gacha masz!
-Cisza!- krzyknęła Miśka- wszystko po kolei, Marek przynieś album ze zdjęciami, z tymi gdy byliśmy pod namiotami w Dziwnówku. Zaraz ci coś pokażę.
-Miśka coś ty wymyśliła-zapytała Lidka
-Poczekaj chwilę, zaraz wyjaśnię.
Marek wszedł z albumami, wręczył każdej po kilka by szukały wspomnianych zdjęć.
- Mam- zawołał Marek
-Dawaj zaraz coś wam zademonstruję, zawołajcie Magdę i dajcie jakąś chustkę na głowę.
-Magda, choć na chwilkę!!!!-krzyknęła Lidka
Gdy magda przyszła, Miśka założyła jej chustkę na głowę, zawiązała pod brodą i kazała patrzeć na jedno ze zdjęć na ktorym był Marek w podobnie zawiązanej chustce
-No i co?
-Chryste cały Marek.- Jęknęła Lidka
-Córciu przepraszam- Marek szepnął i przytulił pierworodną.
-Marek jaki kolor włosów miała twoja matka?- zapytała Michalina
-Wiesz, że nie wiem. Zawsze nosiła chustkę na głowie i nie mogę skojarzyć.
-No to ja ci powiem, taki sam jak Madzia. Kolor odziedziczyła po babci, chociaż wy oboje macie czarne.
-No dobra-rzekł Marek_ no to niech teraz powie dlaczego ostatni chodzi wymalowana
-To przez naszą Alusię
-Jaką Alusię-rzucił Marek
-Nasze maleństwo tu jest-wtrąciła Miśka
-Tak przyjechała i mieszka pod lasem w domu po prababci, to ona mi makijaz i paznokcie zrobiła, jest kosmetyczką i ma jakieś kłopoty, dlatego tam chodzę niby by mnie zrobiła ale chciałam jej pomatkowac jak kiedyś. Tylko ona jakaś zamnieta się zrobiła.
-No to trzeba i tam zajechać i pogadać. A wy koniec kłótni. Marek idź po rozum do głowy. Z kim by cię tu miała zdradzać. Wszyscy wolni faceci to ci pod sklepem żłopiący piwsko i z którymś z nich miałaby cię zdradzać? Pomyśl logicznie, kiedy by to miała robić, jak wy wiecznie razem do pola, przy domu. No to co? Będzie spokój i koniec awantur?
-Dobra Miśka, teraz wierzę. Masz rację. Muszę sobie pogadać z Sobiesiakiem i wybic mu z głowy pomysły, że Magda nie moja, to wszystko przez niego. Juz ja mu wytłumaczę.




cdn...

wtorek, 19 lipca 2011

Impreza udała się. Dzieci dziwnie spokojnie zaakceptowały nowego dziadka. Iwonka na imprezie została osaczona przez kawalerów z pracy Jędrka, jej natomiast w oko wpadł spokojny i cichy Krzysztof. Rankiem przy śniadaniu starała się wypytac co wie o nim Jędrek, ten nie owijając w bawełne powiedział, że Krzyś nie jest dla niej. Porzuciła go właśnie żona, mało tego zostawiła na jego głowie małe dziecko. Powodem było, że młodsza od Krzysztofa o 10 lat nie chciała spędzić życia przy garach i pieluchach, zrzekła sie praw do dziecka. Krzysztof stracił zaufanie do kobiet. W wychowaniu pomaga mu mama i teściowa, dzieląc między siebie obowiązki. Ponoc stwierdził po rozwodzie, że zona mu się nie udała, za to teściową ma idealną. Iwona zadumała się i powiedziała:
-Ja wiem jak to być porzuconym dzieckiem, daj mi telefon do niego, jeśli on sam nie będzie chciał mnie widziec, to zrozumiem i nie będę się narzucać, ale mogę przecież spróbować. Nic mnie to nie będzie kosztowało, a będę sobie pluć w brodę, jesli nawet nie sprubuję.
Nic nie pozostało Jędrzejowi jak ulec.

Miśka spędzała wakacyjne dni pomiędzy kuchnią, ogrodem, a swoim warsztatem. Spiżarnia zapełniała się domowymi przetworami, w warsztacie przybywało cudeniek z gliny. Dni uciekały. Nadszedł wrzesień i dzieci poszły do szkoły. Wciągały się w nowe obowiązki. Michalina nawiązała zerwane kontakty z koleżankami z dzieciństwa. Martwiła się o Lidzię, zapracowana i otoczona gromadką dzieci kobieta nigdy nie narzekała, ale Miśka widziała, że nie dzieje się tam dobrze. Witek, jej mąż lubiał sobie wypić. Pracę miał, tylko że większość pensji przepijał. Gospodarka była na głowie Lidzi i dzieciaków, bo on jak nie miał fuchy to pił lub odsypiał pijaństwo. Nie wiedziała jak poruszyć z Lidzią temat alkoholizmu, nie była pewna, ale wydawało jej się, że dochodzi tam do przemocy fizycznej. Zastanawianie Miśki się nad tym faktem skończyło się z dniem, kiedy Marzenka przyszła do niej i poprosiła o rozmowę.
-Mamo, czy bicie dzieci jest karalne?
-Tak skarbie, nie wolno bić dzieci. Czy ty wiesz o kimś kogo biją?
-Bo wiesz, z nami do klasy chodzi Madzia, no wiesz córka tej pani Lidzi, do której czasami chodzisz, no i wiesz, że my mamy WF na pierwszej lekcji i przychodzimy wczesniej by się przebrać w stroje gimnastyczne, ale dzisiaj ja się troszkę spóźniłam i Madzia też i jak się przebierałyśmy to widziałam jej plecy całe w siniakach. Jak jej sie spytałam co sie stało, to najpierw zbladła, a potem zaczerwieniła i mi odburknęła, że spadła ze schodów do piwnicy bo było ciemno. Tylko mamus te siniaki to były takie paski, to wygladało jakby dostała cienkim paskiem, albo sznurkiem jakimś.
-Prędzej kablem-Miska nie zdazyła się ugryźć w język, postanowiła jednak działać, wzięła kluczyki i dokumenty, wsiadła do samochodu i ruszyła z piskiem opon. Kipiała ze złości. Wszystko wszystkim, ale dzieci to gnojowi juz nie odpuści.
cdn...

piątek, 3 września 2010

Nocna jazda nie należała do przyjemności, Michalina odetchnęła z ulgą gdy dojechała na miejsce. Jędrek czekał na nich. Położyli dzieci do łóżek, a Miśka w czasie postojów wypiła tyle kawy, że nie miała ochoty na sen. Jednak położyli się spać bo czekało ich mnóstwo pracy.
Kolejne dni upływały na rozpakowaniu bagaży, kartonów z rzeczami. Dom praktycznie był ukończony. Meble ustawione na swoich nowych miejscach zapełniały się ponownie. Bliźnięta ganiały po podwórku w towarzystwie nowych kolegów. Michalina sama nie wiedziała kiedy minęły pierwsze dwa tygodnie pobytu na nowym miejscu. Nie czuła się już tu obco. Szybko zadomowiła się, a z ciotką nawiązała nić porozumienia. Nie przeszkadzały sobie, nawet Michalina czasami łapała się na tym, że więcej ze sobą rozmawiają i spędzają coraz więcej czasu razem.
Właśnie wróciła z zakupów gdy ciotka oznajmiła:
-Dzwoniła Iwona, kazała przekazać, że przyjedzie w sobotę. Była zdziwiona, że nie zabrałaś telefonu ze sobą, ale wyjaśniłam jej ze tu żyje się innym rytmem niż w mieście.
-Masz rację ciociu, tu żyje się spokojniej. Tego spokoju mi brakowało.
-A właściwie co ona od ciebie chce?
-Wyjaśnić parę spraw.
-Właściwie to ja powinnam ci też co nie co wyjaśnić zanim ona przyjedzie. Pamiętasz jak kiedyś przyjechałaś z nią na kilka dni po sesji. Pokazałaś jej wtedy obrazy mamy. Chodź pokażę ci, o który obraz mi chodzi, zanim dalej będę wyjaśniać.
W tak zwanej służbówce koło kuchni wisiały obrazy jej matki. Ciocia stanęła przed jedynym portretem jaki był pośród nich.
-Pamiętasz jak mając 17 lat powiedziałaś mi, że jesteś pewna to twój ojciec i że on tu był jak byłaś malutka, że go pamiętasz, ja wtedy zaprzeczyłam i skończyła się nasza rozmowa na ten temat. Potem zaczęłyśmy tracić kontakt ze sobą, przestało nam się układać. Misiu przepraszam cię, bałam się, że nas opuścisz by go szukać. Twoja intuicja nie zawiodła cię to twój ojciec. Był tu, szukał twojej mamy. Tylko, że ona już nie żyła, a ty do mnie mówiłaś mamo bo byłaś za mała by cokolwiek rozumieć. On się nie domyślił. A ty nam zostałaś, a bardzo bałam się, że nam cię odbierze.
Resztę wyjaśnień pozostawiam Iwonie, bo to ona zobaczywszy ten portret poskładała resztę układanki.
-Jej ojciec, to mój ojciec, ona po tej wizycie zrobiła się wtedy taka inna. I to tłumaczy nasze podobieństwo.
-Tak Misiu, ale poczekaj co ma ona ci do powiedzenia. Widocznie tak ma być, byście znowu żyły w zgodzie. Jędrkowi już dawno wszystko opowiedziałam, tak na wszelki wypadek, gdybym nie zdążyła z wyjaśnieniami. Nie gniewaj się na mnie.
-Kochana, jak tu gniewać się na ciebie, przecież rozumiem cię, co czułaś, byłaś dla mnie jak matka, tylko ja tego nie umiała wtedy docenić.
Mój Boże, mam siostrę.
Miśka urządziła dom według swojego pomysłu. Gotowaniem dla całej rodziny zajmowała się ciocia Matylda. Ona robiła tylko zakupy i resztę wolnego czasu poświęcała na przypomnienie sobie wszystkiego o ceramice. Spod jej rąk z gliny powstawały dzbanuszki, miseczki, garnuszki i inne cuda. Schły teraz czekając na wypalenie. Marzenka często zaglądała do mamy. Sama próbowała lepić z gliny i tak razem ulepiły aniołki, każdy w innej pozycji. Postanowiły, że jak będą gotowe to staną na honorowym miejscu w salonie, aby każdy mógł podziwiać ich wspólne dzieło.
W poniedziałkowy wieczór Michalina odebrała telefon od Iwony
-Oczekuj nas w sobotę wieczorem, przyjadę razem z ojcem.
-Iwona, ja wiem już wszystko, ciotka mnie uświadomiła.
-To wiesz, że jesteśmy siostrami, ale nie wiesz dlaczego byłam wredna.
-Było minęło, grunt, że teraz możemy żyć jak powinnyśmy od dawna w zgodzie.
-To do soboty. Pa.
-Pa.
Zastanawiała się jaki jest ojciec i jak znajdą wspólny język. Myślała jak to się stało, że matka związała się z nim, a on grał na dwa fronty. Przecież między nią a Iwoną był tylko miesiąc różnicy w dacie urodzenia. Wiele czekało na wyjaśnienia.
Jeszcze większą niespodziankę zrobił jej Jędrzej, zaprosił na parapetówkę znajomych z pracy. Wszystko to czekało ją w sobotę. Nic innego nie pozostało jak zakasać rękawy i zabrać się do przygotowań. Będzie impreza i spotkanie rodzinne. Dwa w jednym.
Sobota zbliżała się wielkimi krokami.
W sobotni ranek Michalina była gotowa na spotkanie z rodziną i znajomymi Jędrka.
Zaplanowano grilla, miała masę różności przygotowanych do pieczenia na ruszcie. Od kiełbasek, szaszłyków, karkówek, po kaszankę. Przygotowała razem z ciocią kilka sałatek jako dodatek do mięsa, a na deser upiekły drożdżowe ciasto z jagodami. Wiadomo, że jak parapetówka to i alkohol będzie, więc przygotowano miejsca noclegowe dla tych, którzy nie będą mieli jak wrócić do siebie.
Koło piątej Marzenka z Piotrusiem stojąc na czatach w oknie oznajmili, że jedzie samochód i skręcił w ich uliczkę. Mieszkali na uboczu i na tej uliczce stały raptem dwa domy, więc pewniakiem było, że to do nich.
Miśka wyszła przed dom. Samochód, który podjechał pod dom prowadziła Iwona.
Nadszedł czas wyjaśnień.
Michalina czekała na podjeździe aż goście wysiądą z samochodu. Gdzieś w środku bała się tego spotkania. Nie miała pomysłu jak mówić do ojca, bo choć był jej ojcem, nie wychowywał jej i nie mieli nigdy ze sobą kontaktu, per pan również nie wchodziło w rachubę.
-Jestem Michał Lewański i chyba najwygodniej będzie jak będziesz mi mówiła po imieniu-problem z tytułowaniem został rozwiązany
-Witajcie. Mam nadzieję, że nie przestraszycie się i nie uciekniecie, bo mąż zaprosił kilku znajomych z pracy na parapetówkę.
-Nie uciekniemy, ale chyba znajdziesz trochę czasu by z nami porozmawiać. Musimy wyjaśnić wszystko do końca.- Powiedziała Iwona
-Mamy jakąś godzinkę, a jak nam braknie czasu to skończymy jutro-roześmiała się Michalina
Przeszli do ogrodu i usiedli na tarasie. Jędrek zajął się grillem, bliźniaki miały przykazane aby chwilowo siedzieli u siebie.
-Jak się zorientowałem-zaczął ojciec- to jesteś moją imienniczką, bo innego wytłumaczenia na twoje imię nie ma.
-Mama uparła się na to imię, po porodzie nigdy nie doszła do siebie, ponoć miała depresję, a gdy miałam dwa latka zachorowała na raka i nie chciała walczyć z chorobą poddała się. Zajęli się mną dziadek i ciotka Matylda.
-Teraz ja powiem jak to było ze mną i twoją mamą. Byłem już żonaty, ale moje zycie z matką Iwony nie układało się nam, ona była aktorką w teatrze, nie chciała mieć dzieci, a ja ich bardzo pragnąłem, kiedy poprosiłem o rozwód ona poprosiła o ostatnią szansę, że urodzi mi dziecko, ja byłem już wtedy związany z twoją matką, ale nie wiedziałem, że twoja mama nosi cię już pod sercem, wróciłem do żony , gdy spotkałem się z twoją mamą i jej oznajmiłem, że żona postanowiła urodzić mi dziecko, nie poinformowała mnie, że jest w ciąży, tylko życzyła mi szczęścia i zniknęła z mego życia. Potem urodziła się Iwona, była wcześniakiem, nie wiem, czy moja była żona nie sprowokowała wcześniejszego porodu, była nieszczęśliwa w czasie ciąży, a potem nie interesowała się dzieckiem. Iwonką zajmowałem się ja i niania. Jej matka zostawiła nas gdy miała dwa lata. Postanowiłem odnaleźć twoją mamę i błagać ją o przebaczenie, niestety pojawiłem się za późno. To chyba tyle.
-No to teraz kolej na mnie- dlaczego cię znienawidziłam- bo znalazłam zdjęcie twojej matki u ojca i powiedział mi, że to była jego największa miłość, że popełnił błąd że ją zostawił, że nie powinien wierzyć mojej mamie. Poczułam się niechciana, gdy u ciebie zobaczyłam portret ojca, skojarzyłam fakty i szlag mnie trafił, bo ty byłaś owocem miłości a ja tylko obowiązku. Oślepiła mnie zazdrość i wściekłość. Teraz wiem, że twoje życie również nie było różowe w dzieciństwie, bo nie miałaś obojga rodziców, ja miałam przynajmniej ojca. Proszę wybacz mi.
-Wybaczam wam obojgu, teraz chcę cieszyć się odzyskaną rodziną. Poczekajcie chwileczkę zawołam dzieci aby i im przekazać dobrą nowinę.

wtorek, 6 lipca 2010

Siedziała i oglądała jak zwykle swoje filmy w TV. Dzwoniący telefon zmusił ją, aby porzuciła dotychczasowe zajęcie.
-Słucham!- rzuciła w złości, ktoś śmiał zakłócić jej ulubioną część dnia.
- Ja w sprawie ogłoszenia w gazecie, chodzi o meble kalwaryjskie.
-Pomyłka- rzuciła słuchawkę. Cholera no i po co odbierałam, nagrałoby się na sekretarkę. Jeszcze dobrze nie usiadła, gdy znowu zadzwonił telefon. Męski w głos w słuchawce:
- Ja w sprawie mebli...
- Żadnych mebli nie sprzedaję, pomyłka.
- Ale czy to numer XX7379845, bo taki podano w gazecie " Targowisko Różności"
-Tak, ale ja żadnego ogłoszenia nie dawałam, proszę wyjaśniać to w wydawnictwie gazetki, pewnie jakaś pomyłka w druku.
Nie teraz to ja zabiję, jak jeszcze raz zadzwoni mi ktoś w sprawie mebli. Dzisiejszego dnia jednak nikt już nie śmiał jej zakłócać spokoju. Dzieciaki wróciły z zajęć pozalekcyjnych, zjadły kolację, spakowały tornistry i po wieczornym myciu położyły się spać. Teraz już w całkowitej ciszy czekała na telefon od męża, który znowu był na konferencji. Jednak się nie doczekała. Poszła spać rozgoryczona, bo znów o niej zapomniał.
Ranek jak zwykle w pośpiechu, dzieciom zrobić śniadanie i podwieźć do szkoły, potem szybkie zakupy, wizyta u teściowej, by nie obraziła się, że nikt o niej nie pamięta. Potem szybkie zawiezienie zakupów do domu i wyjście do pracy. Pracowała na pół etatu w sklepie z tanią odzieżą, dużo nie zarabiała, ale miała na swoje potrzeby i zachcianki dzieci. Mąż śmiał się z tej jej pracy, ale ona lubiła ją i kontakt z ludźmi. Dla niej była to przyjemność, nie musiała spędzać tych godzin samotnie w domu, wracała akurat jak Marzenka i Piotruś wracali ze szkoły. Wszystko miała ułożone, tak by nie kolidowało z innymi zajęciami. Obiad podawała zawsze na czas, gdy jej druga lepsza połówka wracała z pracy. Potem mieli czas dla siebie, gdy dzieciaki szły na swoje zajęcia. No ale nie w tym tygodniu, harmonogram został zaburzony przez jego wyjazd na konferencję. Bliźniaki chętnie spędzały wolny czas z rodzicami, tylko długo to jeszcze nie potrwa, bo za dwa, trzy lata, będą miały własne towarzystwo i z nim będą chciały spędzać wolne popołudnia.
Telefon zagrał ulubioną melodyjkę przerywając jej rozmyślania. Pewnie mąż o niej sobie w końcu przypomniał, ale niestety tym razem kobiecy głos:
-Ja w sprawie ogłoszenia z gazety…
-Pomyłka-przerwała niegrzecznie- proszę dzwonić do wydawcy gazety, to jakiś błąd w druku.
Swoją drogą-pomyślała- ile jeszcze takich telefonów przyjdzie jej odebrać.
Tego dnia odebrała jeszcze kilka takich pomyłek, a mąż nie zadzwonił. Wieczorem nie czekała już na wieści od niego, położyła się zła i obiecała sobie, że w sobotę zabierze dzieci na weekend w góry, nie będzie czekała na męża, niech on teraz czeka na telefon.
W sobotę zapakowała dzieciaki do samochodu i ….zadzwonił telefon, sprawdziła tylko kto dzwoni, numer nieznany jej wyświetlał się na ekranie, odebrała bo może to coś ważnego.
- Ja w sprawie ogłoszenia o sprzedaży mieszkania
- Pomyłka-tym razem jednak zastanowił ją fakt, że nie w sprawie o meble ktoś dzwonił, trzeba będzie zadzwonić do wydawnictwa co to za szopki są odstawiane.
  Podróż minęła szybko, pensjonat w którym zamówiła nocleg okazał się bardziej przyjazny niż oferta przedstawiona w necie. Gospodyni miała własne dzieci, które natychmiast porwały jej potomstwo, aby pokazać gdzie co jest, jakie zwierzaki mają w obejściu. Sama tymczasem rozpakowała bagaże, wypiła kawę w miłym towarzystwie innych pensjonariuszy. Błogi spokój zakłócił jej dźwięk telefonu, spojrzała na ekran dzwoniła jej przyjaciółka. Odebrała, bo zawsze jest miło poplotkować.
- Cześć Misia- tak pieszczotliwie nazywała ją tylko Ewa i mąż
-Hej Iw, co słychać u Ciebie?- odpłaciła jej sfrancuziałą wersją imienia.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że twój mąż będzie na tej samej konferencji co ja?
-Bo nie wiedziałam, że ty tam będziesz.
-Właściwie dzwonię do ciebie, by się spytać, czy znalazł swój telefon, bo gdzieś zapodział, a mnie się skojarzyło, że chyba miał do ciebie dzwonić, gdy na niego wpadłam w holu i nie jestem pewna czy on nie położył go na kontuarze recepcji, a potem pojawiła się Iwonka, wiesz która!!! Ta co namąciła w waszym życiu. Potem nas poproszono do sali konferencyjnej, po konferencji twój Jędruś już nie mógł znaleźć telefonu, a ja dopiero teraz skojarzyłam, że on pewnie go już nie zabrał z kontuaru i ktoś sobie go przywłaszczył.
-Właściwie to mnie w domu nie ma, jestem w Ustroniu.
-No to twój będzie nieszczęśliwy, coś wspominał, że musi kwiaty kupić za brak wiadomości od niego
-Ty już go tak nie usprawiedliwiaj, a właściwie co z tą Iwonką, co znów chciała od mojego?
-Wyobraź sobie, że ona będzie u nas pracować i chciała się pochwalić, że przenieśli ją z tej jej dziury, a właściwie awansowali.
-Co na to Jędrek?
-To już on ci powie, ale nie wiem czy będziesz szczęśliwa. Dobra kończę już, bo mój Staś stęsknił się za mną i chce się porządnie przywitać. Pa
-Pa-ale Ewka już zdążyła się rozłączyć
Teraz jej myśli powędrowały ku Iwonce. Co ta zołza znowu knuje. Jedenaście lat temu jej związek z Jędrkiem był zagrożony. O mały włos a ona była by matką samotnie wychowującą dzieci. Tak, ta franca nieźle namieszała w ich życiu. Nie wiedziała, że jest w ciąży, gdy Jędruchna poleciał do stanów na wymianę studencką. Mieszkały one razem w wynajętym mieszkaniu, nie miały telefonu, a listy od Jędrzeja nie przychodziły. Zawaliła wtedy studia, Iwona namieszała z mieszkaniem i musiały je opuścić, wtedy zorientowała się, że jest w ciąży. W tym trudnym czasie znalazła ratunek u sióstr zakonnych prowadzących dom samotnej matki. Przecież nie mogła wrócić do ciotki, która ją wychowała po śmierci matki, która miała ją z nie wiadomo kim. Ciotka była starą bigotką. Później okazało się, że to Iwonka zatrzymywała listy, bo chciała Jędrka dla siebie. Tylko zbieg okoliczności pozwolił im zejść się znowu. Matka przełożona okazała się siostrą matki Jędrka, a że wylała swoje smutki u niej, a siostrzeniec też jej się zwierzył, że dziewczyna mu zaginęła i nie wie gdzie jej szukać. Tylko ciotka umiała połączyć fakty. I tak znów los połączył ich oboje, a właściwie czworo.
Jej rozmyślania przerwał powrót dzieci ze zwiedzania gospodarstwa. Ich zarumienione buźki i niezamykające się usta zdające relacje rozbawiły ją, bo jedno drugiemu przerywało i nic dokładnie nie wiedziała z tych chaotycznych zeznań.
Donośny gong oznajmił, że przyszła pora na obiad. Zmusiwszy bliźnięta do umycia rąk zeszli do jadalni. Usiedli przy wolnym stoliku na którym stała już waza z parującą zupą. Nikt nie grymasił, górskie powietrze zaostrzyło ich apetyt. Po obiedzie postanowiła, że najwyższa pora pospacerować po górach. Zabrała z pokoju plecaczek i wyruszyli na podbój okolicy. Postanowiła, że wrócą za jakieś dwie godziny, a potem sama z przyjemnością obejrzy zwierzyniec gospodarzy. Wieczorem po lekkiej kolacji zaplanowano ognisko z atrakcjami. Znając pomysłowość górali mogło to być prosię czy jagnię pieczone na rożnie nad ogniskiem i zabawa do białego rana. Co tam raz na jakiś czas można zabalować- myślała Misia.
Okolica była przepiękna. Widoki zapierały dech w piersiach. Zmęczeni ale pełni wrażeń wracali do pensjonatu. Przywitała ich gospodyni:
-Mam dla was niespodziankę.
-Jaką! Jaką?- przekrzykiwały się bliźnięta
-A chodźcie i zobaczcie sami.
Za domem na ławeczce siedział Jędrzej i rozmawiał w najlepsze z gospodarzem.
- Jak nas tutaj znalazłeś?- wyrwało się Misi
-Kochana niedoceniasz mnie, wystarczyło mi, że Ewa zadzwoniła, chcąc poinformować mnie gdzie być może zostawiłem telefon i przy okazji przekazała, że już dzwoniła do ciebie, a ty sobie wypoczywasz w Ustroniu. W komputerze sprawdziłem historię przeglądarki, znalazłem co potrzebowałem, zadzwoniłem i jestem.
-No fajnie, ale to miała być kara za brak wiadomości.
-Misiaczku, wiesz, że telefon gdzieś zapodziałem. Przepraszam, a kwiatki stoją w wazonie w domu. Za to tutaj zabawię się w zbójnika i porwę cię.
-Nie ma żadnego porywania-przerwał im gospodarz- Jędrek ty teraz pójdziesz ze mną i pomożesz przy ognisku, skoro zbójem jesteś to weźmiesz się do roboty i jakem harnaś to zabawa będzie po zbóju.
Wszyscy buchnęli śmiechem. Jędrek poszedł razem z gospodarzem, a Misia usiadła na ławce by ochłonąć.
Jak tu gniewać się na męża, jak on zaraz po powrocie z konferencji zmęczony wsiadł w samochód by spędzić z nimi wolny czas. Jednak kocha ich. Dźwięk komórki przerwał jej dumanie o Jędrusiu.
-Tak? – zapytała
-Ja w sprawie kupna mieszkania, chciałbym się dowiedzieć o cenę i metraż.- męski głos zabrzmiał w głośniku.
-Niestety już nieaktualne- odpowiedziała, bo miała już dość tłumaczenia o pomyłce. Postanowiła, że w poniedziałek koniecznie musi zadzwonić do wydawnictwa, by wyjaśnić dlaczego ludzie dzwonią pod jej numer telefonu i to w dwóch różnych sprawach. Wyłączyła komórkę i postanowiła nie włączać jej do poniedziałku. Jak ktoś będzie dzwonił z czymś ważnym to nagra się na pocztę głosową. Jednak ciągle myślała o czymś co jej umknęło. Gdzieś w podświadomości czuła, że coś przeoczyła.
Wieczór minął szybko, dzieci poszły spać o 22:00. A oni siedzieli przy ognisku wspominając stare dobre czasy studenckie. I właśnie wtedy przypomniała sobie, że mąż miał jej coś powiedzieć. Coś co jej się nie spodoba, jak to ujęła Ewa. Stwierdziła jednak, że nie będzie psuła atmosfery i poczeka z tą rozmową aż wrócą do domu.
Niedziela upłynęła im spokojnie, wieczorem dzieci podzieliły się i Marzenka postanowiła wracać z tatą, Piotruś wybrał Misię, choć wolałby jechać z tatą, ale, nie chciał robić mamie przykrości. Powrót do domu był cichy, dzieciaki podzielone na dwa samochody straciły animusz i zasnęły znudzone. Droga więc upłynęła Misi na rozmyślaniu, co takiego jej mąż miał do zakomunikowania. Jeszcze wytrzyma te parę godzin, jak zjedzą kolację a dzieciaki wylądują w łóżkach, porozmawia z Jędrkiem. W domu szybko zrobiła kolację, utuliła dzieci do snu, Jędrzej tymczasem posprzątał po kolacji, co rzadko mu się zdarzało, zazwyczaj robił to gdy miał wyrzuty sumienia z powodu jakiś pomysłów.
Misia pierwsza zaatakowała:
-No co cię gryzie, bo widzę, że masz coś mi do zakomunikowania.
-Obiecaj mi, że przemyślisz moją propozycję.
-No dobra, wyjeżdżaj z tą swoją rewelacją.
- Jak wiesz na konferencji była Iwonka, której oboje nie znosimy. Gdy tylko zakomunikowała, że będzie ze mną pracować i złapałem szefa i poprosiłem o rozmowę. Nie ściemniałem tylko powiedziałem, że nie chcę pracować z Iwoną i wytłumaczyłem dlaczego, powiedziałem, że jak chce to Ewy może zapytać, jak było. Ewka potwierdziła moją relację i stary zaproponował mi nowe stanowisko, tylko wiąże się ono z przeprowadzką do innego miasta.
-A ty już się zgodziłeś i wystawiłeś ogłoszenie o sprzedaży mieszkania bez porozmawiania ze mną! – krzyknęła rozłoszczona Miśka
-Nic nie wystawiałem, o czym ty mówisz. Mam tydzień na podjęcie decyzji, dlatego z tobą rozmawiam. O co chodzi z tymi ogłoszeniami, bo jak w sobotę wróciłem z konferencji to odebrałem dwa telefony w sprawie sprzedaży samochodu, myślałem, że w końcu zdecydowałaś się sprzedać swoją Felkę.
-No coś ty. Moja skodunia jest nie na sprzedaż, dobrze wiesz, że nie zawiodła mnie nigdy. A po za tym kupiłam ją za pieniądze, które ciotka dała mi ze sprzedaży mojej części pól. Więc jakbym mogła sprzedać moją spuściznę. Wiesz przecież, ile ona dla mnie znaczy.
-To jeśli ani ty ani ja nic nie wystawialiśmy, to kto.
-Jutro zadzwonię w tej sprawie do wydawnictwa.
- No a co z moją pracą?
-Dokąd mielibyśmy się przenieść
-Dzieciom się spodoba, bo ja sobie pomyślałem, że zamieszalibyśmy u twojej ciotki, do pracy dojeżdżałbym te 50km, a ty w końcu dogadałabyś się z ciotką, bo my wszyscy ją uwielbiamy, tylko ty masz jakieś uprzedzenia.
-Jasne, jak ty to sobie wyobrażasz przeprowadzka z tymi klamotami na drugi koniec Polski.
-Kochana to tylko 400 km, jak możesz mówić, że drugi koniec Polski. Przecież nad morze się nie wybieramy.
-Jak to sobie wyobrażasz nasze mieszkanie z ciotką.
-Po mamie należy ci się pół domu, ciotka powiedziała, że cię nie spłaci z domu, bo co dom to dom, a nie mieszkanie w bloku. Zresztą dzwoniłem już do niej i rozmawiałem.
Miśka wkurzona wyszła do kuchni, klapnęła na taborku, ale nie dane jej było pomyśleć w spokoju, bo Jędrzej wszedł za nią klękną przed nią i położył głowę na jej kolanach. Misia pogładziła go po głowie.
-Co ciocia na to?
-Opieprzyła mnie, że dzwonię do niej a nawet z tobą nie porozmawiałem i powiedziała, że dom czeka, ale to ty masz podjąć decyzję.
-Chyba jednak kocham tę moją ciotkę.-Miśka uśmiechnęła się-Ale ja dopiero przeprowadzę się po skończeniu roku szkolnego z dziećmi. Te dwa miesiące będziesz musiał jakoś pomieszkać sam z ciocią. No a co z twoją mamą?
Przecież ona przyzwyczaiła się, że ja tam do niej wpadam na chwilkę prawie codziennie.
- No to się odzwyczai. Po za tym tatusia ma mojego, to samotna nie jest i moja siostrunia będzie musiała ruszyć swoją pupkę a nie, że tylko w niedzielę do mamuni zagląda. Zawsze może przyjechać nas odwiedzić w końcu do Wrocławia PKS i pociągi kursują, a do nas to już rzut beretem, będzie miała. Swoją drogą, nie myślałaś o tym by wrócić na studia?
-Czyś ty zgłupiał, po jedenastu latach?
-Dlaczego nie?
-Pomyślimy.
-Kocham cię skarbie.
Rozmowa nie była wcale taka przykra, myślała Miśka, tylko jak ona z ciotką się dogada. Jakoś to będzie.
-Chodźmy spać, jutro będzie wiele spraw do załatwienia-Jędrek zakończył jej rozmyślania. Chwycił jej rękę i ciągnąc ją delikatnie w kierunku sypialni uśmiechał się. Miał pewne plany, wiedział, że teraz są one coraz bardziej realne do spełnienia.Poniedziałek zaczął się od wspólnego śniadania, podczas którego poinformowali bliźnięta o zmianach, jakie czekają już wkrótce. Dzieciaki były zachwycone, uwielbiały ciocię Eugenię, do której mówili babciu, bo chcieli mieć je dwie. Ciotka zresztą była zachwycona, że została babcią, bo nigdy nie miała własnych dzieci to i wnuków by nie miała, a tak dzieci same zadecydowały i wszyscy byli zadowoleni.
Marzenka już nie mogła się doczekać kiedy podzieli się tą wiadomością z koleżankami, że już po wakacjach ona nie będzie z nimi chodzić do szkoły, że zamieszkają na wsi, wśród zwierząt, że będą mieli ciszę i świeże powietrze. Oni nie widzieli żadnego problemu, jakby mogli to już jutro by tam zamieszkali.
Jędrek postanowił, że jeszcze dziś powie szefowi co postanowili. Miśka zapakowała dzieci do samochodu, podwiozła je do szkoły, odwiedziła teściową, której nic nie powiedziała o nowych planach. Postanowiła, że Jędrzejowi zostawi tę wątpliwą przyjemność. Pojechała do pracy, gdzie miała poinformować swoją pracodawczynię a zarazem i koleżankę o zmianie w jej życiu. Bogusia przyjęła tę wiadomość spokojnie, a nawet się ucieszyła, bo sama ostatnio się głowiła jak powiedzieć Miśce, że być może nie będzie mogła już u niej pracować, bo sama chciała zamknąć sklep i wyjechać do rodziny do stanów, a tak nie będzie miała wyrzutów sumienia jak zamknie ten przybytek. Ustaliły, że do końca czerwca pracują a potem sklep oficjalnie zostanie zamknięty. Misi został do załatwienia tylko jeden problem, wydawca gazetki z ogłoszeniami i wyjaśnienie tych pomyłek. Postanowiła zadzwonić, wystukała numer do wydawnictwa i czekała na odebranie połączenia.
-Tu wydawnictwo „Targowisko Różności” jeśli chcesz nadać ogłoszenie wciśnij jeden, dział kulturalny wciśnij dwa, redaktor naczelny wciśnij trzy…- usłyszawszy komunikat w telefonie Miśce ręce opadły, nic innego jej nie pozostało tylko jechać osobiście to wyjaśnić.
Dogadała się z Bogusią i pojechała do wydawnictwa. Na miejscu została skierowana do redaktora naczelnego, tu niestety musiała sobie poczekać, bo pan redaktor był zajęty. Usiadła w korytarzyku i stwierdziła, że będzie siedziała choćby do śmierci, nie wyjdzie póki tego nie wyjaśni. Po półgodzinie pani sekretarka zaproponowała jej kawę i pijąc ją czekała na zaproszenie od redaktora. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich starszy pan, rozczochrany z okularami krzywo założonymi.
- Pani do mnie?
- Tak.
- A w jakiej sprawie?
-Pomyłki w ogłoszeniach, bo nie dawaliśmy, a ludzie do nas wydzwaniają.
-Proszę wejść zaraz wszystko sprawdzimy.
Weszła, usiadła na krzesełku podsuniętym przez jegomościa ze zwichrzoną fryzurą.
-Proszę mi podać numery gazetek.
-W tym problem, że ich nie mam. Bo ja odbierałam telefony w zeszłym tygodniu tylko.
-A to nie ma problemu, mam je tu gdzieś na biurku, zaraz poszukamy.- i zaczął przekładać papiery, gazety, teczki, w końcu wyciągnął właściwą kupkę podał Misi, by szukała, bo ona wie jakie to były ogłoszenia i jaki ma numer telefonu.
Misia przez kwadrans przeglądała gazety znalazła trzy ogłoszenia, w trzech różnych numerach. A że każde ogłoszenie ma przypisany malutki kod numeryczny, redaktor postukał w komputerze i znalazł nadawcę.
-Michalina Kołecka tak tu mam jako nadawca ogłoszeń- oznajmił
-To niemożliwe, bo Michalina to ja, a przecież sklerozy nie mam, nic nie nadawałam. W jaki sposób można nadać u was ogłoszenie?
-Osobiście i e-mailem. Ale te e-mailem dopiero gdy wpłyną pieniądze na nasze konto.
-Niech mi pan powie, jak zlecone zostały te niby moje.
-E-mailem
-A może mi pan podać adres nadawcy? Bardzo proszę.
-Jak mi pani pokaże dowód osobisty, że Michalina to pani.
Miśka wyciągnęła dowód osobisty i prawo jazdy.
-Proszę, nawet dwa dokumenty panu dam-powiedziała, wręczając je redaktorowi.
Ten spojrzał, popatrzył na Miśkę, oddał jej je na koniec. Kliknął kilka razy na klawiaturze, zaszumiała drukarka, która wypluła kilka kartek. Wręczył je Misi mówiąc:
-Jeśli pani chce, może iść z tym na policję. Ja chętnie zaświadczę i zeznam co wiem.
Misia wzięła od niego kartki, spojrzała na adres e-mailowy, spojrzała w oczy redaktorowi i oznajmiła:
-Nie będzie trzeba, ja znam osobę do kogo ten adres należy. Już sama resztę z nią sobie wyjaśnię. Miśka na wieczór zwołała walne zgromadzenie. Przyjechała Ewka ze Stachem, Bogusia i oczywiście dobry przyjaciel Jędrka, a zarazem kolega ze studiów Michał.
Świetnie się dogadywali, kiedyś miała nadzieję, że Boguśka i Michał będą razem, ale nic nie dało swatanie ich. Widać bycie swatką nie było jej powołaniem.
-Wezwałam was, bo mamy problem, nie my z Jędrzejem, tylko my z Iwonką. Co niektórzy wiedzą, że właśnie z jej powodu przeprowadzamy się. Jędrek wyjeżdża już w przyszłym tygodniu, my pod koniec czerwca. Jednak…- tu Miśka przerwała przemowę wyciągnęła kartki wydrukowane przez redaktora i podała Ewce- powiedz, czy ten adres e-mailowy należy do tej osoby co myślę.
Ewka spojrzała na papiery, podała Jędrkowi, ten rzucił okiem i przekazał kartki dalej. Pamiętały ten adres e-mail, należał on do Iwonki, Ewa po studiach pracowała przez jakiś czas z Iwoną w jednym biurze, a tamta chcąc rozmawiać z nią tak, aby inne osoby ich nie podsłuchały, pisała do niej maile, właśnie z tego adresu. Michalina pamiętała ten adres, bo Ewka wszystkie maile wsadziła do archiwum, a później podczas babskich spotkań czytały je i świetnie się bawiły przy tym, bo Iwonka, zawsze próbowała z Ewki wyciągnąć wieści o Kołeckich, a ta wymyślała, co raz nowe zmyślone historie, które przy lampce wina rozbawiały je. Właściwie rozbawiała je świadomość, że zero w nich prawdy, a Iwona zdawała się w nie wierzyć.
-No to Iwona przegięła- stwierdziła Ewka- co chcesz z tym zrobić?
-Możesz iść na policję-powiedział Michał
-Odpłacić jej pięknym za nadobne- rzuciła Bogusia
-Ooooo!!! Właśnie świetny pomysł-potwierdził Stasiu
-Tylko zastanawia mnie fakt, skąd ona miała numer mojej komórki-Miśka wtrąciła do rozmowy, bo wszyscy już obmyślali plan.
-Komórka Jędrka zginęła w środę, ogłoszenie ukazało się we czwartek. Miska ja wiem, kto ją zabrał!- wykrzyknęła Ewa- Iwona ją zabrała, my ruszyliśmy do sali konferencyjnej przed nią, a ona musiała wtedy zabrać komórkę, która została na kontuarze.
-Jędrek, czy ty zablokowałeś numer komórki?- zapytał Michał
-Nie, bo miałem nadzieję, że ją znajdę.
-Zaraz zadzwonię i zobaczę czy ktoś odbierze, mam nowy numer służbowy, jeszcze nikomu nie podałem, bo muszę mieć stały kontakt z pracą gdyby dzwonili, a wy możecie dzwonić na stary numer, bo właściwie noszę obie komórki.-Michał wybrał numer- sygnał jest, … halo Jędrek, gdzie jesteś, rusz dupę bo ja stoję pod agencją, panienki zamówione, no masz być za kwadrans… - nadawał zmienionym głosem, na jednym oddechu jak nakręcony-ktoś się rozłączył. Czyli, ktoś go ma, pytanie czy to na pewno Iwona.
-A skąd by miała mój numer telefonu- niewytrzymała Miśka
-To jaki mamy plan zemsty-Staszek jak zwykle nie zapominał po co odbywa się zebranie.
-Wydrukujemy ulotki o nowej agencji towarzyskiej- rzuciła Bogusia-Michał podsunął mi pomysł, potrzeba nam tylko numeru telefonu Iwony i adresu.
-A po co Ci adres?- Jędrek spytał
-Do was wydzwaniają, do niej będą wydzwaniać i pukać- wyjaśniła uśmiechając się Bogusia
-Tylko jak my to wydrukujemy, by nikt nie złapał tropu, kto jej tak życie umila- Ewka jak zawsze miała pragmatyczne podejście do sprawy.
-Ja w pracy mam dostęp do drukarek, przecież czasami trzeba coś wydrukować, a nadgodziny miewam czasami, nikt mi nad głową nie siedzi, to nie będzie świadków.-powiedział Staszek- i z Iwoną nic mnie łączy, tyle, że Ewa z nią będzie pracować.
-Ale już niedługo, miałam powiedzieć to najpierw Stachowi, no to podzielę się publicznie, będziemy mieli dziecko- tu Ewka uśmiechnęła się radośnie
-Super
-Gratulacje
-A to ci nowina
Wszyscy naraz gratulowali przyszłym rodzicom. Michalina przytuliła Ewkę.
-Na kiedy termin?- spytała Bogusia
-Za pięć miesięcy, wiecie jak to ze mną, tyle się staraliśmy o dziecko i nic, a jak się poddaliśmy i zaczęliśmy myśleć o adopcji, to jest. Wiecie, jak to z moją babską chorobą było, nie raz rozmawiałyśmy na ten temat. Raz okres miałam, a potem trzy , cztery miesiące nie, hormony brałam, ale ostatnio źle się po nich czuła i odstawiłam, myślałam, że brak okresu to ta moja choroba, a tym czasem machnęliśmy sobie bobaska, gdyby nie to, że do kontroli poszłam dzisiaj na cytologię, to pewnie bym jeszcze nie wiedziała, a ostatnio Stachu żartował, że mam przejść na dietę, bo przytyłam i cycki mi urosły.
-Dobra kobiety, później pogadacie o dzieciach. Teraz do roboty. Trzeba ustalić, kto co robi- rzucił Michał
- Numer telefonu to ja z pracy wezmę- rzucił Michał- przecież muszę z nią mieć kontakt, by przekazać obowiązki, a mnie nie będzie często w pracy w tym tygodniu, bo mam trochę załatwień.
-Ja dowiem się gdzie mieszka- powiedziała Ewa- wproszę się na kawę do niej.
-Ja zajmę się rozprowadzeniem ulotek- Bogusia wtrąciła swoje zdanie
-Stachu wydrukuje, Bogusia rozprowadzi, to ja projekt ulotki zrobię- Michał podsumował
-No a my?- Michalina spytała
-Wy to się będziecie pakować i przeprowadzać, a potem na parapetówę do was przyjedziemy i na urlop- Stasiu przerwał Miśce- Swoją drogą podoba mi się ta akcja.
Następnego dnia Miśka cały czas myślała o akcji. Nie była pewna czy warto odpłacać Iwonie w ten sam sposób. Była pewna, że grupa przyjaciół nie zgodzi się aby odpuścić sobie ten plan. Stwierdziła jednak, że póki co pozwoli im się cieszyć chęcią zemsty. W pracy Bogusia zaprzątnęła jej głowę innymi myślami, bo miała nowiny i nie wiedziała co ma zrobić.
-Miśka powiedz mi co ja mam teraz zrobić, jak byłam dostępna to Michał traktował mnie jak koleżankę, żadnych zapędów miłosnych mi nie czynił, nagle teraz jak oznajmiłam, że do stanów lecę, to jakieś podteksty do mnie sypie, dzwoni by się umówić na kolację.-referowała jej
-Weź i się z nim umów, zobaczysz co będzie, lecisz za dwa miesiące, przecież nie planowałaś zostać tam na stałe, miałaś polecieć pobyć trochę i stwierdzić czy chcesz zostać czy wracasz. Jeśli z Michałem ma coś wypalić, to będziesz miała kolejny punkt na liście po stronie powrót do kraju.
-Ok., umówię się i zobaczę.
Do wieczora czas pędził jak szalony, w domu pakowanie ubrań dla Jędrka i potrzebnych mu drobiazgów zajmowało wolne chwile, Marzenka chętnie jej pomagała. Zapowiadało się , że kiedyś wyrośnie z niej dobry materiał na żonę. Składanie ubrań i wkładanie do toreb wychodziło jej znakomicie. Bawiły się razem świetnie. Nagle te prace przerwał im dzwonek do drzwi.
-Marzenko skocz otwórz, jak tylko zapakuję te rzeczy to przyjdę do salonu.- nawet nie dokończyła zdania a córka już poleciała do drzwi, jak każde dziecko była bardzo ciekawa i lubiła wiedzieć pierwsza kto przyszedł.
-Mamo!!! – Miśka usłyszała krzyk z przedpokoju- Jakaś pani do ciebie.
No to koniec pracy- pomyślała i poszła zobaczyć kto to. Weszła do przedpokoju i widok, który zobaczyła omal nie zwalił ją z nóg. Stała tam Iwonka. Głaskała Marzenkę po głowie i rozmawiały. Ktoś stojący z boku pomyślałby, że to matka i córka.
Miśka nie raz patrząc na córkę, zastanawiała się do kogo ona jest podobna, kogo jej przypomina. No przecież Iwonę, ale jak miała nie być podobna, skoro na studiach brano je za siostry. Miały podobny kształt twarzy i kolor oczu, i włosów. Nawet wzrost i figurę miały jednakową, często pożyczały sobie ubrania. Tylko charakter miały różny, zdecydowanie. Rozmyślania przerwała jej Iwona
- Przepraszam, że przeszkadzam. Ale Jędrka nie ma w pracy, a na konferencji zostawił telefon i chciałam mu oddać. Możemy porozmawiać same?
- Marzenko, weź skocz do sklepu po coś słodkiego do kawy, my z panią siądziemy sobie w kuchni, a później z Piotrkiem możecie iść na plac. Z okna będę miała was na oku.
-Dobrze mamuś- Marzenka wzięła pieniądze, które podała jej Misia
-A Jędrzej gdzie?- zapytała Iwona

-Załatwia ostatnie pilne sprawy na mieście. Chodź siądziemy w kuchni i spokojnie porozmawiamy- dobre sobie myślała Miśka, spokojnie porozmawiamy, wcale spokoju w sobie nie czuła, wręcz miała ochotę zołzie oczy wydrapać.
W kuchni Iwona z torebki wyciągnęła telefon, położyła na stole mówiąc:
- Przepraszam za wszystko, te telefony z ogłoszeniami to moja wina, to wszystko to przez zazdrość jaką do ciebie czuję. Znalazłam terapeutę. Chodzę na sesje. Przyszłam by zmierzyć się z przeszłością, chcę oczyścić nasze relacje, ale nie jestem gotowa, aby opowiedzieć ci, dlaczego robiłam to co robiłam. Jeszcze nie…
-Dziękuję za szczerość. Iwona jestem wściekła na ciebie. Mam dużo żalu do ciebie. Kiedyś byłaś dla mnie jak siostra, zepsułaś naszą przyjaźń. Wierz mi czasami myślałam dlaczego.
-Kiedyś ci wyjaśnię, obiecuję. Teraz jednak już pójdę. Na pewno masz dużo pracy przed przeprowadzką, która niestety również z mojej winy.
-Daj spokój, na dobre nam to wyjdzie. Dzieci są szczęśliwe, że jadą na wieś. Mało które by się cieszyło, a one skaczą pod niebo.
-To nie zamieszkacie we Wrocławiu?
-Nie, będziemy mieszkać u mojej ciotki, w końcu pół domu do mnie należy.
Iwona dopiła kawę, wstała i skierowała się do drzwi wyjściowych tu jednak czekała ją niespodzianka stanął w nich właśnie pan domu.
-A ty tu czego?- Jędrek wypalił
Iwona spuściła głowę, Michaśka podeszła położyła jej rękę na ramieniu i powiedziała do Jędrka:
-Kochanie, Iwonka przyniosła twój telefon, który zgubiłeś. Podziękuj jej. Nie musisz kupować nowego. I przepuść ją, bo wychodzi.
-Jeszcze raz przepraszam i zadzwonię do ciebie, jak będę gotowa na rozmowę. Pozwoliłam sobie na odpisanie numeru twojej komórki.
-Dobrze, to poczekam.
-Do widzenia
-Pa
Iwona wyszła, Jędrek patrzył wyczekująco na Miśkę, jednak ona nie miała ochoty nic tłumaczyć.
-Akcja zemsta została odwołana- skwitowała wszystko z uśmiechem.
Kolejne dni mijały szybko. Koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłagalnie. Czerwcowe dni były upalne, Miśka nie miała sił by myśleć, a trzeba było pakować dobytek. Jędrzej przyjeżdżał na weekendy, jadąc z powrotem zabierał ze sobą kolejne pakunki, by mniej było przy przeprowadzce. Mieszkaniem od lipca miało się zająć młode małżeństwo, razem ustalili, że nie będą sprzedawać, bo kto wie, czy kiedyś któreś z dzieci nie zechce w nim zamieszkać.
Za każdym razem gdy Jędruś przyjeżdżał zamykał się z dziećmi i debatowali, gdy Miśka pytała o czym, odpowiadali, że tajemnica. Miśka stwierdziła, że jej druga połówka pewnie dzieciom chce zrobić frajdę i ustalają co mogą usprawnić w przyszłym ich domu, tu mieli plac zabaw przed blokiem, tam była tylko huśtawka w ogrodzie, kiedyś marzyły dzieci o domku na drzewie, basenie, może tatuś postanowił spełnić ich marzenia.
Wieczorem na plotki wpadły Bogusia i Ewa. Ewka promieniała, ciąża wyraźnie jej służyła.
- Wiecie Stachu nie może się pogodzić z tym, że jednak zemsty nie będzie, ciągle wymyśla jak dopiec Iwonce, ostatnio zadzwonił po pizzę i kazał przywieść na adres Iwony, a ona w pracy mówiła, że ma chyba jakiegoś anioła stróża, bo nie miała w domu nic do jedzenia, prawie , że umierała z głodu a tu pizzę jej dostarczono, myślałam, że nie wytrzymam jak mi o tym opowiadała, powiedziałam Stachowi, że jest jej aniołem stróżem i to ostudziło jego zapędy, bo nie chce już sprawiać jej przyjemności.
-Michał zapomniał o zemście teraz planuje co będziemy robić jak wrócę- powiedziała Boguśka
-No i co? Postanowiłaś, że jednak wrócisz.-spytała Misia
-Nie wiem jeszcze, ale chyba coś wykombinuję, może on do mnie przyleci. Albo ja nie polecę, zaczyna nam się coś układać. Misia ty miałaś nosa, że my pasujemy do siebie, tylko Michał musiał dojrzeć do tego.
-No dobra a Iwona odzywała się do ciebie?- zapytała Ewa
-Nie, ale dzieciom na dzień dziecka przysłała karnety do kina i wiesz pozwoliłam im je wykorzystać, bo wierzę, że ona chce się zmienić.
-Powiedz mi co to za akcja ze studiami, ostatnio podsłuchałam rozmowę przez skype Michała z twoim, kto wraca na studia, czyżbyś się zdecydowała?
-Nic mi nie wiadomo o moim powrocie na studia, Jędrek rzucił luźną propozycję, ale wiecie dzieciaki, nowy dom to wszystko zajmie mi dużo czasu.
-Zwłaszcza jak budowa w pełni…
-Jaka budowa??!!- wtrąciły Miśka i Bogusia w tym samym czasie
-Rany to ja nie wiedziałam, że jakaś tajemnica jest, Stachu mnie zabije, ja myślałam, że wiesz.
-Ale o czym, co jest rozbudowywane? Ewa co wiesz czego ja nie wiem
-Jędrek też mnie zabije, nic nie powiem, to miała być tajemnica
-Cholera to pewnie ta tajemnica, która łączy moje dzieci i męża, teraz wiem dlaczego Marzenka mnie wypytuje co bym chciała jakbym miała duży salon, a co bym chciała w sypialni i łazience jakbym miała taką koło sypialni, teraz wszystko mi pasuje to zainteresowanie kafelkami, Marzenka nawet wirtualny dom mi na Simsach zrobiła i zaciągnęła mnie do urządzania, teraz kumam, no nic nie zepsuję im niespodzianki, bo tyle to ich pracy kosztowało, pewnie Jędrek strych przerabia, kiedyś mówiłam, że jakbym mieszkała w Wiązowie to podniosłabym górę, zrobiła tam pokoje dla dzieci a dla nas sypialnię a nad łóżkiem miałabym spadzisty dach z oknem. Teraz pewnie moje marzenia się spełniają.
-Szczęściara -skwitowała Boguśka
-Ale wiecie co to znaczy, że będzie więcej pokoi na dole wolnych do przyjmowania gości, super będziecie zawsze mile widziane, nawet jak dochowacie się gromadki dzieci.
Miśka postanowiła zrobić niespodziankę Jędrkowi i zapowiedziała swój przyjazd na Boże Ciało. Jędrek niechętnie chciał by przyjechała, wolałby przyjechać do nich. Jednak Michalina postawiła na swoim, mężuś jednak za karę kazał jej przywieść swój dyplom licencjacki i port folio. Coś czuła pismo nosem, że budowa to nie jedyna niespodzianka jaka ją czekała. Nie pomyliła się, Jędrek miał przygotowane papiery na uczelnię. Stało w nich jak byk, że może kontynuować studia zaocznie jeśli ma dyplom licencjacki. Po tak długiej przerwie nie wiedziała czy ma ochotę wracać na studia.
-Jędrek przecież ja ostatnimi laty nie miałam styczności z gliną, więc jak ty sobie wyobrażasz mój powrót na akademię sztuk pięknych i to jeszcze na ceramikę i zdobnictwo.
-Kochana niedoceniasz męża, zamknij oczy , nie podglądaj.
Miśka czuła, że Jędrzej wyprowadza ją na podwórze i prowadzi w głąb ogrodu, kiedyś tu w szopce dziadek miał swój mały kącik garncarski, tu po raz pierwszy zaszczepiono w niej miłość do gliny. Miała to we krwi. Artystyczne zdolności miała również mama Michalinki, tylko, że ona malowała.
-Otwórz oczy
Misia posłusznie otwarła i zamknęła je ponownie, znów otworzyła, nie mogła uwierzyć, że w miejscu szopki stoi domek.
-To twoje atelier- oznajmił Jędrek- tu masz wszystko co ci potrzeba, a jeśli brakuje to się dokupi lub zrobi, choć zobacz w środku.
W środku było przestronnie, zaintrygowały ją drugie drzwi, otworzyła je i oniemiała stał tam piec do wypalania ceramiki.
-Jędrek to musiało kosztować krocie, czyś ty zwariował.
-Nie kochanie, ja po prostu inwestuję w ciebie, piec zakupiłem lekko używany, domek postawiony też niedrogo, po za tym odkładaliśmy na budowę domu, dom od nowa budowany droższy niż dobudówka, to co było odłożone wystarczyło i jeszcze co nie co zostało, a tak na marginesie, podziękuj cioci, bo ona tu wynalazła budowlańców co to wszystko stawiali taniej niż firma, a równie solidnie i jeszcze twierdzili, że i tak za dużo im zapłaciłem, ale w miesiąc widzisz jakie postępy zrobione, góra postawiona, dach zrobiony, twoje atelier, zostało jeszcze tylko na górze podłogi, ściany, kafelki, armatura, później malowanie i meblowanie, troszkę jeszcze przed nami, ale jak już wiesz o wszystkim, to będzie mi łatwiej, bo nie będę musiał podstępnie przez Marzenkę szczegółów wyciągać. No to co wracasz na studia?
-Nie mam chyba teraz innego wyjścia.
-Hura mama idzie do szkoły, mama idzie do szkoły-krzyczały dzieci ciesząc się nie wiedzieć czemu.
Wieczór spędzili na oglądaniu i planowaniu, co gdzie będzie, jak postawić ścianki działowe, Michalina wymyśliła duże rozsuwane drzwi pomiędzy pokojami dzieci, tak, że jak je zasuną to każde będzie miało swój własny kącik, jak rozsuną będzie jeden duży pokój, przecież do tej pory mieli jeden wspólny i na pewno dużo czasu będą razem spędzali, a jak przyjdą koledzy to łatwiej bawić się w jednym dużym pokoju. Jeśli im się znudzi połączenie pokoi zawsze będzie można postawić ściankę zamiast drzwi.
Weekend mijał szybko, postanowili, że wracając Miśka pojedzie złożyć papiery na studia we Wrocławiu, a jeden dzień bez szkoły dzieciom nie zaszkodzi. Miśka złożywszy papiery zastanawiała się jak podoła nowym obowiązkom. Z jednej strony łatwiej jej będzie, bo dzieci odchowane, ciocia w weekendy się nimi zajmie i Jędrek też jej pomoże przejmując inne obowiązki. Pracować już nie będzie więc na garncarstwo czas znajdzie i przypomni sobie wszystko co będzie jej potrzebne. Była dobrej myśli, życie jednak jest piękne.
Zostały już dwa tygodnie do końca roku szkolnego, większość rzeczy zostało już wywiezione. Zostały im tylko łóżka, biurka dzieci, meble i parę ubrań. Misia wciąż coś pakowała do pudeł. Salon był nimi zawalony, w sobotę Jędrzej miał przyjechać i zabrać je w drodze powrotnej.
Czerwiec był upalny. Michalina czuła, że pot spływa jej stróżką po plecach. Wentylatory spakowane już dawno wylądowały we Wiązowie. Postanowiła zabrać dzieci na basen. Sama z przyjemnością skoczy do chłodnej wody.
-Marzenka, Piotruś! Pakować rzeczy na basen, jedziemy się popluskać.
-Super!!!!-krzyczały dzieci z radości
Kwadrans później siedzieli już w samochodzie. Basen jak zwykle był oblężony.
-Mamo, chyba wszyscy mieli ten sam pomysł co ty- skwitowała tłok Marzenka
Nie przeszkadzało to jednak dzieciakom i rzuciły się w kierunku zjeżdżalni.
-Będę w głębokim-krzyknęła za nimi, nie martwiła się o dzieci, bo były one świetnymi pływakami, od maleństwa były zabierane na basen.
Pływały już świetnie mając trzy latka. Należały do klubu sportowego i jednymi z dodatkowych zajęć były treningi pływackie. Marzenka trenowała z koleżankami pływanie synchroniczne, Piotruś skoki z trampoliny. We Wrocławiu na pewno znajdą im jakiś klub, by dalej mogli rozwijać swoje talenty, a nawet jeśli im się nie uda, to znajdą się inne atrakcje, Marzenka czasami żałowała, że brak jej czasu na inne przyjemności. Przejawiała talent muzyczny, ale ze względu na treningi nie zapisała jej do szkoły muzycznej.
Miśka pływając odprężyła się. Nie myślała o niczym, skupiła się na oddychaniu i liczeniu długości basenu, który pokonywała. Po każdych pięciu długościach zmieniała styl. Płynąc na plecach zobaczyła na brzegu dzieci stojące w towarzystwie Iwony. Rozmawiały z uśmiechem na ustach.
Miała nadzieję, że podziękowały za bilety do kina. Wyszła z basenu po skończonej kolejnej długości. Cała trójka czekała na nią.
-Cześć-powiedziała Iwona
-Cześć, widzę, że wpadłaś na ten sam pomysł co i my, by ochłodzić się na basenie.
-Właściwie jadąc z pracy zapragnęłam popływać, by rozruszać moje mięśnie, które przy siedzeniu przy biurku zmieniają się w supełki.- roześmiała się Iwona, kończąc wypowiedź
-Może pójdziemy na lody i kawę, jakoś muszę ci podziękować za bilety dla dzieci.
-Dobrze, ale pod warunkiem, że nie będziemy rozmawiać o moim wrednym postępku.
-Iwka, ja już dawno ci wybaczyłam. Powiem ci, że brakowało mi często twojego towarzystwa i uporu. Przecież to ty zawsze mobilizowałaś mnie do wszystkiego.
-No to idziemy się suszyć, ubierać i jazda na lody.
Wieczór upłynął im na wspominaniu tylko miłych chwil. Żadna z nich, nie poruszyła trudnego tematu. Dzieci szalały na placu zabaw, a one siedziały przy stoliku w pobliskiej kawiarence.
-Wiesz, myślę, że odwiedzę cię we Wiązowie, ale nie przyjadę sama, kogoś przywiozę ze sobą, byś go poznała, a potem siądziemy gdzieś sobie i że tak powiem wyrzucę wszystko co mi leżało na wątrobie. Myślę, że za miesiąc będę gotowa na konfrontację.
-Dobrze, zapraszam. Tylko zadzwoń dwa dni wcześniej abym przygotował się dobrze na wizytę.
-Dobra, to ja już lecę. Jeszcze zakupy muszę zrobić, bo padnę z głodu. Lodówka świeci mi pustkami, a anioł stróż już pizzy mi nie serwuje- w tym momencie Miska zakrztusiła się wodą, którą piła.
-Cholera, ja też jestem ci winna wyjaśnienia, ale to za miesiąc. Ja też ci coś opowiem.-Miśka rzekła Iwce złapawszy oddech.
Weekend minął szybko. Miśka tęskniła do nocy spędzanych w ramionach męża, a tu musiała zadowolić się jedną nocą z soboty na niedzielę. Odliczała już kiedy wreszcie będą razem. Jeszcze tylko półtora tygodnia. Dzieci szalały na podwórku, oceny były wystawione, zadań już pani nie zadawała, pełen luz. Postanowiła w piątek po zakończeniu roku szkolnego zaprosić całą klasę do domu na pożegnalna imprezę. Tyle mogła zrobić dla bliźniaków, przecież chodzili razem do szkoły całe trzy lata. Dobrze, że ta przeprowadzka przypada przed czwartą klasą, bo i tak czekała ich zmiana nauczycielki, więc łatwiej im będzie. Tylko kolegów w nowej szkole nie będą mieli. Jednak dzieci szybko się zaprzyjaźniają, a po za tym raźniej im będzie we dwoje.
Zadzwonił telefon i Miśka musiała przeciskać się między pudłami w salonie do stolika.
-Tak, słucham.
-Tu ja Ewka, mam małą prośbę przyjedziesz do mnie do szpitala
-Rany boskie a co tobie
-Nie denerwuj się, byłam do kontroli i lekarz wyczuł przedwczesne skurcze i skierował mnie na oddział, mój Stachu tak się przejął, że od razu mnie przywiózł, tylko, że ja nie mam żadnych swoich rzeczy, a Stachu nie chce mnie zostawić póki nie uspokoi się wszystko. Wiem, ze poleżę tu troszkę sobie i potrzebuję paru drobiazgów, jakbyś mogła przyjechać po klucze, a potem do mnie po rzeczy
-Nie ma sprawy, już jadę
-Powoli nie spiesz się, poczekam cierpliwie.
Miśka chwyciła torebkę i już miała wyjść z domu, ale postanowiła zadzwonić do Bogusi
- Boguśka Ewa jest w szpitalu, nie… nie… tylko skurcze, słuchaj ty masz bliżej do niej do szpitala jedź po klucze od mieszkania, a ja jadę pod ich blok, będę na ciebie czekać, mniej czasu to zajmie, niż miałabym ja jechać po klucze i do mieszkania, a tak będziemy razem mniej więcej w tym samym czasie.
Michaśka wyszła, zamknęła mieszkanie, zawołała dzieciaki i całą trójką pojechali do mieszkania Stachów.
W tym samym czasie podjechała pod blok co Boguśka.
-Cześć ciociu- zawołały dzieciaki
-Miśka, wiesz Ewa stwierdziła, że ty to jesteś niezła planistka.
-Mamo kto to jest planistka- zapytał Piotruś
-Nie wiesz, to ktoś kto układa plany-odpowiedziała mu siostra
Miśka z Bogusią uśmiechnęły się, dzieci potrafią swoim paplaniem rozładować atmosferę.
-No to jazda, pakować ciuszki i kosmetyki-zarządziła Michalina
-Ciekawe jak długo ją potrzymają
-Bogusiu myślę, że tak z tydzień, jak tylko leki zastosowane powstrzymają skurcze i wyniki będą dobre, to ja wypiszą, tylko, coś mi się zdaje, że Ewka dostanie zwolnienie do końca ciąży i już do pracy nie wróci.
-No i dobrze, nie ma już dwudziestu lat, a po za tym to pierwsza ciąża i powinna dbać o siebie.
Spakowały drobiazgi, dzieciaki myszkowały po domu
-Mamo , a może ciocia Ewa by chciała książkę do czytania- spytała Marzenka
-Dlaczego tak myślisz?
-Bo w sypialni na stoliku nocnym leżą książki, jedna nawet jest z zakładką, ma dzidziusia na okładce, więc pewnie ją ciocia czyta.
-Zaraz zadzwonię do cioci i zapytam.
-Ewa, czy przywieść ci książkę do czytania. Marzenka znalazła na stoliku nocnym z dzidziusiem na okładce, acha to Stachu czyta- w tym momencie do uszu Miśki doleciał odgłos tłumionego śmiechu Bogusi- dobra, kryminały to twoje książki, ok. przywiozę.
-Boguśka, no coś ty, Stachu bardzo jest szczęśliwy, że będzie ojcem i dlatego się dokształca. Czekaj, czekaj tylko wrócisz do Polski z tych stanów to zobaczysz, Michałek też Ci zmajstruje takiego bobasa i sam pożyczy książkę od Stacha. A teraz jazda do szpitala, bo nam Ewka jeszcze zdąży urodzić nim my jej toboły zawieziemy.
-Tfu tfu…-pluła Bogusia- urodzi w terminie i się doczeka na toboły
W szpitalu Ewa leżała pod kroplówką i przypięta do aparatury mierzącej skurcze.
-No jak tam
-Nie będę jeszcze rodziła, nie mam zamiaru mieć wcześniaka-odparła Ewka
-Skurcze powoli ustają-rzucił Stachu
-No to chwała Bogu-powiedział Miśka
-Ciociu, to kiedy, możesz rodzić, aby to nie był wcześniak?- spytała Marzenka
-Tak za trzy i pół miesiąca, termin pan doktor wyznaczył na 29 września, ale mogę już nawet dwa tygodnie wcześniej rodzić, czyli koło 15 września.
-To jeszcze tak długo- westchnęła Marzenka
-Nie martw się, zleci to szybko, ale jak przyjadę do was na urodziny w styczniu, to dzidzia będzie już miała 3 miesiące i będziesz mogła go poniańczyć.
Michalina z Bogusią na zmianę wpadały posiedzieć przy Ewce. Siłą wręcz zmuszały Stacha, by jechał do domu przebrać się i wykąpać. Spał na podłodze w śpiworze, na krok nie odchodził od łóżka Ewy, nawet jak do ubikacji szła to warował pod drzwiami, a o spokojnym prysznicu to mogła zapomnieć. Cieszyła się, że miała te parę chwil wytchnienia, gdy one wpadały. Tego dnia Miśka miała swój dyżur.
-Miśka co ja zrobię, jak wy wyjedziecie, Stachu pracę rzuci i mnie w domu wręcz uwięzi.
-Kiedy Cię mają wypisać?
-Dopiero drugi dzień bez skurczy, ordynator zapowiedział, że jak trzy dni jeszcze będzie bez to mnie wypisze do domu.
-Słuchaj, jak dostaniesz l-4, to może twoja mama , albo teściowa by przyjechała, by wam pomóc. A nawet mogły by się zmieniać tydzień ta, tydzień druga. Wiesz pogadam ze Stachem i tak go wkręcę, że na pewno pomyśli, że on sam na to wpadł.
-Dobra, zostawiam to na twojej głowie, ja zgadzam się na wszystko, byle ukrócić jego nadgorliwość. Wiesz jak go nazwały położne na oddziale. Skurczowy strażnik.
Byle grymas na mojej twarzy a on już po położne goni, by pod aparaturę mnie przypiąć, bo pewnie skurcze mam.
Miśka, gdy tylko Stachu pojawił się na horyzoncie, wzięła go na rozmowę. Tak mu nawtykała i kazała myśleć, co zrobi jak mu się urlop skończy, przecież bezpłatnego nie weźmie, bo kasa potrzebna, zwolnić się z pracy nie może, bo kto rodzinę utrzyma.
-Wiem, zadzwonię do mamy mojej i Ewy- wykrzyknął Stasiu- poproszę aby ustaliły grafik, kiedy która może przyjechać i pobyć z Ewunią, dla niej zrobię wszystko nawet najazd mam, a nie będzie lekko, bo obie potrafią mnie wkurzyć. Chociaż może teraz jak wnusio ma się pojawić i zostaną w końcu babciami, to przestaną wiercić nam dziury w brzuchu.
-Na pewno będzie dobrze, muszę zmykać. Wpadnę do was przed wyjazdem, ale pewnie już w domu będziecie. Pa.
Ostatnie dni szybko płynęły. Nadszedł piątek a z nim koniec roku szkolnego. Dzieci odebrały świadectwa. Impreza pożegnalna trwała, dzieciaki szalały. Miały mnóstwo miejsca, bo rano Jędrek przyjechał z ekipa po meble. Został tylko stół, który służył za bufet oraz wieża z której płynęła muzyka. Dzieci jadły stojąc lub siedząc na podłodze. Najwyraźniej im to nie przeszkadzało. Dobrze, że w kuchni meble robione na wymiar zostawały, więc przy stole w kuchni można było usiąść. Z pomocą przybyła Bogusia i wychowawczyni bliźniaków, która miała być gościem, ale ta stwierdziła, że po raz pierwszy ma taką imprezę i nie ma zamiaru być za gościa. Przeszły na ty z Michaliną i Boguśką. Teraz nie była panią Jabłonkowicz, tylko Marylą. Kochała swoją pracę, jej własne dzieci już były prawie dorosłe, córka Ania kończyła gimnazjum, a syn za rok miał zdawać maturę. Stwierdziła, że dzieci co raz wcześniej zaczynają sprawiać kłopoty wychowawcze. Kiedyś nie do pomyślenia było, by młodzież odszczekała się nauczycielowi. Był posłuch w klasie. Teraz na dziecko nie można podnieść głosu, ukarać. A to co się wyrabia w gimnazjum. Młodzieży odbija, bo jak myślą, że ukończyli podstawówkę to są już dorośli. Utworzenie szkół gimnazjalnych było największą głupotą jaką można było zrobić.
Rodzice przyjeżdżali odbierali swoje pociechy. Bogusią i Ewa sprzątały po imprezie. Wieczorem Michalina z dziećmi ruszała do nowego życia, Boguśka do stanów leciała w niedzielę. Ewa była pod dobrą opieką teściowej, Stachu wpadł na imprezę by przywieźć prezent bliźniakom. Każde dostało książkę.
Klucze zostały przekazane nowym lokatorom. Samochód załadowany ostatnimi pakunkami. Bliźniaki siedziały już w swoich fotelikach. Michalina żegnała się z Bogusią i Stachem. Byli oni komitetem pożegnalnym. Miśka była zdziwiona, że teście nie pojawili się, widocznie dalej dąsali się, bo teściowa insynuowała, że to Miśka specjalnie wykombinowała tę przeprowadzkę. Nic nie pomogły tłumaczenia Jędrka. Nic jak nie to nie, przecież nie będzie jechała jeszcze do nich. Już miała wsiadać za kierownicę, gdy usłyszała:
- Czekajcie! Czekajcie!
Miśka spojrzała w kierunku krzyków, to spieszyła teściowa, a za nią reszta Jędrkowej rodzinki. Kołeccy zjawili się na ostatnią chwilę. Miśka odetchnęła z ulgą, czyli zostało jej wybaczone.
-Kochana, jak dobrze, że zdążyliśmy. To wszystko przez Helenkę. Uparła się kupić dzieciom prezent na imieniny Piotrusiowi, a że o Marzence zapomniała w kwietniu to dostaną oboje teraz.
Miśka pożegnała się z rodziną, dzieci musiały ponownie zasiąść na swoich „tronach” samochodowych. W końcu mogli ruszyć w drogę. Czekało ich ponad 400 km. Michalina nie lubiła jeździć na noc, ale nie miała wyjścia, w upalny dzień, bez klimatyzacji w samochodzie ugotowali by się, a tak nocą chłodniej i mniejszy ruch na drodze. Marzenka i Piotruś pewnie uśpią się po drodze to będzie spokój w samochodzie. Przygotowała sobie kawę w termosie, postanowiła co pewien czas przerwę sobie zrobić i zjechać na odpoczynek.
Odjeżdżając zerknęła w lusterko, na parkingu stał mały tłumek i wszyscy machali.
Wiedziała, że będzie za nimi tęsknić.
cdn...

powrót

pojawiam się i znikam i znikam... moje nowe hobby to szydełkowanie troszkę chust powstało